Anna Wittenberg
Życie Warszawy
Anarchiści ruszają na wojnę
Tym razem na temat kampanii bojkotu Coca-Coli krótki materiał zamieściła dziennikarka “Życia Warszawy”, dwudziestoletnia adeptka pierwszego roku politologii, Anna Wittenberg. Wystarczy rzut oka na jej tekst, aby zorientować się, iż temat nadużyć korporacji o swiatowym zasięgu nie pobudził zbytnio dociekliwości autorki, za to dostało się nieco organizatorom całej akcji. Niestety, próbując nas wykpić, stołeczna żurnalistka popełniła szereg podstawowych błędów, które wypaczają sens naszej kampanii. Nie sposób odgadnąć, czy stało się tak wskutek mierności warsztatu dziennikarskiego, czy świadomej intencji wsparcia Coca-Coli nękanej przez straszliwą koalicję anarchistów, kolumbijskich związkowców, tureckich robotników i hinduskiego chłopstwa. Mimo, iż artykuł ów nie odbiega zbytnio stylem od częstych w polskich mediach prześmiewczych komentarzy na temat ludzi występujących w sposób naruszający interesy prywatnego biznesu, warto wyjaśnić kilka zafałszowań zawartych w tekście.
Bojkot konsumencki nie anarchistyczny
“Anarchiści idą na wojnę” - głosi tytuł tekstu Anny Wittenberg, a teza w nim zawarta powtarzana jest konsekwentnie w stosunku do akcji bojkotu Coca-Coli zarówno w jej wymiarze polskim, jak i międzynarodowym. Rzeczywiście, w Polsce inspiratorem akcji są anarchiści - żadna to anomalia, że działacze jednego z nurtów lewicy przejmują się losem pracowników najemnych czy chłopów - jednak ograniczanie wymiaru protestów na świecie do przedstawicieli jednej orientacji, pomniejsza jego skalę i krzywdzi wiele środowisk o wysokim poziomie moralnym nie będących częścią tego nurtu. Tymczasem wystarczy wpisać stosowną frazę w wyszukiwarkę internetową, aby zorientować się, iż bojkot Coca - Coli popierają organizacje studenckie w Stanach Zjednoczonych czy niemieccy chrzescijanie skupieni w liczącym 70 tysięcy Katolickim Krajowym Ruchu Młodzieżowym Niemiec. Zawarta w podtekście, ale zrozumiała nawet dla średnio bystrego odbiorcy sugestia, iż korporację atakują z przyczyn czysto politycznych jedynie przedstawiciele jakiegoś ultraradykalnego plemienia politycznego, stanowi w świetle tych faktów zwyczajne nadużycie.
Zbyt szybka ocena kampanii
Nie mniej niż ograniczanie światowej akcji bojkotu produkcji Coca-Coli do anarchistów, dziwić też musi formułowanie ocen co do skuteczności tej akcji w Polsce, juz dwa tygodnie po jej rozpoczęciu. “Na razie akcja daje mizerne efekty” - pisze dzienikarka “ŻW”, powołując się na brak korespondencji z protestami wysyłanej do tej firmy. Na każdą kampanię społeczną składa się wszak szereg działań nader różnorodnej natury, począwszy od opracowania merytorycznego tematu, poprzez znalezienie sprzymierzeńców, zainteresowanie sprawą opinii publicznej, wymuszanie na kontestowanym podmiocie zmainy polityki itd. po zwykłe lepienie plakatów czy rozdawanie ulotek. Docieranie do świadomosci odbiorcy komunikatu stanowi zawsze bardzo długotrwały proces, a działania temu służące można śmiało określić jako pracę organiczną. Oczekiwanie, iż niewielka siła społeczna wpłynie na świadomość odbiorcy w średniej wielkości kraju europejskim w ciągu kilkunastu dni - zwłaszcza, gdy “pomagają” jej tacy dziennikarze jak Anna Wittenberg grzeszy naiwnością lub nieszczerością.
Obiektywność a la Wittenberg
I wreszcie prawdziwy strzał kulą w płot… Autorka tekstu “Anarchiści idą na wojnę” stara się podważyć prawdziwość zarzutów o współpracy Coca Coli z paramilitarnymi bojówkami mordującymi działaczy ruchu pracowniczego, powołując się na oświadczenie związku SINALTRAINBEC, jako rzekomo zrzeszającego ofiary mordów… Tymczasem większość zabitych była członkami innej organizacji pracowniczej, SINALTRAINAL, o czym jak wół stoi w materiałach publikowanych na witrynie internetowej kampanii… Cóż za zaskakujący brak profesjonalizmu…
Można by przypuszczać, że absolwentka pierwszego roku nauk politycznych Uniwersytetu Warszawskiego ma najzwyczajniej w świecie kłopoty z odróżnieniem od siebie dwóch słów zawierających częściowo te same sylaby, gdyby nie fakt, że jest to argumentacja żywcem przeniesiona z oświadczenia polskiej filii Coca-Coli. Co istotne, autorka bezmyślnie zżynająca z oświadczenia jednej ze stron konfliktu, podaje owe tresci - podobnie jak informacje dotyczące Indii - w trybie oznajmującym (a więc jako pewnik), zapewniając wyraźnie, iż poszkodowani przez firmę są nimi tylko w cudzysłowiu… Poglądy zwolenników bojkotu są zaś tylko ich opiniami, co razem tworzy wrażenie oczywistego dysonansu wartości komunikatów obu stron - chwyt dziennikarski stary jak swiat - kształtując od razu opinię odbiorcy na korzyść korporacji.
Na koniec pozostaje jej tylko poinformowanie o tym, że “większość materiałów jest tłumaczeniem z zagranicznych portali”, a więc dalsze naszej podważanie wiarygodnosci poprzez oskarżanie o bezmyślne przepisywanie tresci co wszak Anna Wittenberg uczyniła (w rzeczywistości są to inader wszystko informacje pozyskane od zachodnioeuropejskich związkowców do których CK-LA żywi zaufanie w wyniku doświadczeń wzajemnej współpracy). A także niby- żartobliwa sugestia, że aktywiści po prostu wolą pepsi, mająca jeszcze raz zasugerowac, że cała kampania jest tylko sztubackim żartem grupki radykalnych narwańców tropiących spisek światowego giganta.
Młoda wilczyca
Anna Wittenberg, autorka tego pełnego przeinaczeń tekstu nie boi się mówić o swojej pasji dziennikarskiej. ” Jej pasją jest dziennikarstwo, już od liceum, gdzie uczyła się w klasie dziennikarskiej” - informuje nas czerwcowy “Magazyn Studencki Motyw” po czym cytuje zwierzenia autorki tekstu “Anarchiści idą na wojnę”: “Piszę odkąd pamiętam. Zmieniają się tylko tematy i poprawia warsztat (…) Jestem na politologii na UW, więc moje studia uczą analizy otaczającej rzeczywistości i dystansu. To szalenie przydaje się w pisaniu. Miałam kiedyś na przykład opisać pewną demonstrację. Na wszystkich portalach informacje były mniej więcej podobne. Ja zadałam demonstrującym nastolatkom kilka pytań, po których okazało się, że tak naprawdę ta młodzież nie ma pojęcia o tym, przeciw czemu się buntuje. Nikomu innemu nie przyszło to do głowy, co świadczy nie tyle dobrze o mnie, co dość kiepsko o wysłanych tam reporterach innych pism”.
Z kolei w piśmie branżowym “Press” dowiadujemy się o poczatkach jej kariery. “Do ŻW zaczęła pisać w tym roku. Zabłysnęła w drugim miesiącu pracy. Pretekstem jej wysoko ocenionego tekstu była historia niedźwiadka Knuta z berlińskiego zoo, który stał się marką przyciągającą tłumy. Ania napisała, do jakich zadań marketingowych pasowałyby zwierzęta z warszawskiego ogrodu” - czytamy w artykule “Mode wilki” pióra Małgorzaty Wyszyńskiej. W tym samym tekście Annę Wittenberg chwali jej szef, tłumacząc, że jest ona “jedną z najbardziej kreatywnych osób w dziale. Sprawna, pomysłowa zorganizowana (…) Myśli o kreacji całego materiału, nie tylko o tym, co napisze”.
Z opinii powyższych wnioskować by można, iż o kampanii przeciw Coca-Coli napisała w “Życiu Warszawy” jakaś wschodząca gwazda mediów, doskonaląca w błyskawicznym tempie swój warsztat, posiadająca - z racji zainteresowań i odbywanych stusiów politologicznych na renomowanej uczelni - przynajmniej podstawową wiedzę o życiu społecznym i politycznym, poważnie traktująca swoje obowiązki dziennikarskie. Tymczasem w tekście “Anarchiści idą na wojnę” dostrzec można dokładnie przeciwieństwo przypisywanych jej zalet: mizerotę umiejętności docierania do informacji oraz jej analizy, jednostronność ujęcia tematu, odtwórczość myślenia, brak rozumienia koncepcji - w końcu niezbyt skomplikowanych treściowo i bynajmniej nie nowych - odpowiedzialności społecznej biznesu oraz świadomości konsumenckiej. Nader wszystko, brakuje zaś tego, co w dziennikarstwie najważniejsze - wrażliwości na krzywdę ludzi i poczucia chęci pomocy im siłą własnego talentu i pracy, nawet wówczas, gdyby miało to burzyć stereotypy czy denerwować możnych tego świata. Jeżeli się tego nie ma, to rzeczywiście pozostaje jedynie analizować marketingowe możliwości niedźwiadka czy foki z ogrodu zoologicznego, bo ból żywych ludzi z Kolumbii czy Turcji zasługuje na coś więcej niż taki poziom percepcji.
A.S.





